Strona glowna Informacje Poezja Szok ! Turystka Ksiega gosci Linki

  Jalu Kurek - Świnia Skała (fragmenty)

Tatry ogólnie

Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, że Tatry są jedynym miejscem na kuli ziemskiej, gdzie mamy do czynienia z osobistą aktywną interwencją boską. Może więc na tym obszarze wyraża się w taki sposób młodość niedojrzała świata ? Wszędzie indziej ludzkość oddaliła się od struktur religijnych, powoli zdobywając sama atrybuty boskości, dozbrajając się na miarę coraz śmielszych ambicji i wyobrażeń.

Dla mnie Tatry to nie teren dotykalnej penetracji, mówiłem ci już wielokrotnie; to obszar wyobraźni. Ja je najlepiej widzę nocą. A wędruję po nich ustawicznie przez całą dobę. Deptanie pozostawmy prostaczkom.

- Uprawiasz wyższy stopień taternictwa.

- Zapewne.

Oto Tatry opętane mitologią. Tu nie mają nic do roboty sprawy ludzkie. Nawet tych dwoje młodych, którzy przyjechali kochać się w kosówce, czynią z tego akt duchowy, tak bardzo góry wyizolowały z nich zmysły. Ponad strefą regla górnego wycofujemy się z ciała, płeć obrasta metafizyką, a może raczej przenośnią.

Znikną wszelkie przywileje na wypas trzód po halach i polanach, przepadną służebności opału, budulca i paszy, odebrane będzie karczowanie lasu, rybołówstwo i polowanie. Przestaną wychodzić w góry zielarze, górnicy, pasterze, poszukiwacze skarbów; kapłanki, czarownicy, poeci, bacowie, gęślarze. Obcy ludzie wtargną w Tatry, nie zauważą bogów, zadepczą, zaświnią ten kraj; wyginie wszelka zwierzyna i drzewa; przepadnie to, co mieściło się tu dotąd: matka pastwisk jelenich i owczych, polany, kryjówki, żerowiska i gawry.

Tak przepowiadał duch opiekuńczy Kończystej na Przełęczy Pod Drągiem. (...) Stoi na skrzesanym urwisku, fajkę kurzy i prawi o przyszłości. Albowiem wróży się najlepiej nad przepaścią, wtedy słychać prawdziwy, nie skłamany głos z dołu.


Góry ogólnie

Nieodparta, choć nie uświadomiona w pełni tęsknota pcha ludzi w głąb Tatr. Odwiedzić raj. Czemuż tego nie doświadczają turyści w Pirenejach ?

No cóż - góry. Ziemia garbata; kalectwo. Ale jak każde kalectwo ma w sobie coś wyjątkowego, nieprzeciętnego, co każe się namyśleć. Skała syci się, karmi, napawa swoim milczeniem. Oto kości od których odpadło mięso w ciągu przedhistorycznych stuleci. (...)

Ta góra z pewnością lżejsza jest od powietrza, skoro wyśmignęła tak wysoko. Ale myśl ludzka przygwoździła ją do gruntu, wbiła w piarg, w twardość, w niedolę, w skorupę, utrwaliła w skamieniałości. Masyw - rzecz nie do pojęcia - uduchowiony tym procesem, wytrzymuje odtąd zwycięsko wszelkie ataki czasu, ziemi, klimatu.

Uważaj, ta skała za chwilę rzuci się na ciebie, runie. Stanąłeś na upłazie, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że depczesz historię ?

- Ustalam następującą hipotezę: Gatunek cepra w Tatrach musi zginąć wraz z nieubłaganymi przeobrażeniami w świecie współczesnym.

Dymi las na dnie doliny. Dymią wysokie paprocie na słonecznych polanach. Kalendarz drzew - prastary testament przodków. Były gałęzie odpowiadające kolejności miesięcy w roku, drzewne znaki zastępcze. Las - nieprzebrane bogactwo tego górotworu - błaga: Od powietrza i ognia zachowaj nas człowiecze. Czy bóstwa mają dość siły, aby oczyścić skażone powietrze, które napływa z dolin, spalając oddechem wszystko, co zielone i żywe ?

Po tysiącach lat zmienią się te góry, przepowiadał to już Chałubiński, niekoronowany król Tatr; który ich do tej chwili nie opuścił, który w nich żyje. Zbocza zjadą w dół, turnie osypią się w piarg, zrobi się cieplej. Las wespnie się wyżej, jeszcze wyżej podpełznie trawa, znajdzie się tu więcej zwierząt i ptaków. Niestety, mądry Doktor nie przewidział jednego: że pod naporem naukowo-technicznego gwałtu pękną żelazne prawa przyrody, że jedni bogowie wypowiedzą wojnę drugim bogom.

Jak mówił Doktor ? Góry żyją dniem i nocą. Wierchy kruszą się, wietrzeją, niszczeją, zużywają się, zmieniają kształt, rozsypują się w piarg. Skałę drąży woda, skuwa i rozsadza lód, skała pęka od upału, od wichru, łupie się od mrozu, roztrzaskują ją pioruny, podcinają strumienie, kradną z wysoka głazy, tocząc je w szybkim nurcie, rozdrabniając na kamyki, spłukując piasek; piargi osiadają, porastają trawą, z dzikich złomisk powstają z wolna łagodne kopy. Zdaje się wam, że wszystko tu zamarłe w ciszy, w pustkowiu, a jednak w kamieniu i powietrzu wre nieustanny ruch. Nie dostrzegamy go okiem, ale ruch ten porusza całe góry. Wszystko ulega ciągłym przemianom, życie nie stoi w miejscu, kłębi się i pędzi.

- Dla mnie Tatry oznaczają wezwanie do wolności, do czynnego wyzyskania wszelkich możliwości ludzkich w kierunku najmniej dotychczas praktykowanym. Zrozumiałem moje wejście w góry jako wtajemniczenie, inicjację, tu zdobyłem moją wiarę i wiedzę, postawę myślową. Wolność osiągam w filozofowaniu, jak to jeszcze uczył Jaspers. Nic mnie nie obchodzą dotykalne doświadczenia ludzkości, rozpatruje treść uniwersalną w kamieniach.

Iglice wycelowane w niebo. Wielcy pokutnicy z obciętymi rękami, zastygli - lecz nie w modlitwie - w akcie przekleństwa. Wierchy nieruchome, a jednak rozdygotane, bo bije w nich serce obwarowane przed zasadzkami z zewnątrz; niezależne, wolne, uzbrojone w wolność nagłą i spontaniczną. Wszystkie inne kamienie na kuli ziemskiej to mury więzienne.

Ci, którzy tu przybywają z przyległych oraz dalekich równin, nawiedzają tę ziemię nie jako kochankę, lecz jako matkę. Kto idzie w góry, idzie do matki - powiada przysłowie ludowe zrodzone u stóp Himalajów.

Można ostatecznie zrozumieć, że bogowie rezydują w Tatrach, tu jest ich raj, gniazdo honorne. Ale ludzie ? Po co nawiedzają miejsca, gdzie nie istnieje hierarchia, gdzie ustał porządek prawny, gdzie przekreślony wszelki społeczny sens ?

Bo tutaj czuwają bóstwa; dobrze jest skryć się za ich plecami. (...)

Napisano w przewodniku tatrzańskim: Przybywają tu ludzie zewsząd po zdrowie, po zachwyt, po wzruszenie, po wypoczynek, po oddech, po radość. Karłowicz zanotował w swoim dzienniku: "Gdy znajdę się na stromym wierzchołku sam - wtedy jakaś tajemnicza dłoń wyciąga się ku mnie z wyżyn górskich, chwyta i porywa z sobą. Owiewa mnie potężny, wiekuisty oddech wszechbytu".

Była to dłoń boska. Tylko że on nazywał ją inaczej w obowiązującej podówczas patetycznej konwencji literackiej Młodej Polski. Ta dłoń nie wypuściła go już z Tatr. Przed człowiekiem można się obronić, przed bóstwem - nie.

Fragmenty książki Jalu Kurka "Świnia Skała"
© Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1970



Poprzedni Spis tresci Nie ma wiecej !

[Poprzedni] [Spis treści] [Następny]