Strona glowna Informacje Poezja Szok ! Turystka Ksiega gosci Linki


Tatry Zachodnie
Schronisko na Hali Ornak - Schronisko w Dolinie Chochołowskiej - Grześ - Wołowiec - Starorobociański Wierch - Ornak - Schronisko na Hali Ornak
1997.06.13
12 godzin


Były to czasy - nie tak wszak odległe - moich samotnych wypraw w Tatry. Z bezpieczeństwem na pewno na bakier, przecież Tam wysoko w Górach wystarczy mała niedyspozycja mięśnia sercowego... Czynnik podwyższonego ryzyka. Ale także on - paradoksalnie - stanowi o pięknie samotnej włóczęgi, trzeba liczyć tylko na siebie.

Poprzedniego dnia - po nieprzespanej nocy w pociągu - w ramach aklimatyzacji wybrałem się przez Tomanową na Czerwone Wierchy i Giewont. Wieczorny powrót "pod prąd" do schroniska - coś tak bardzo charakterystycznego - tłumy "stonkowiczów" wracały właśnie Doliną Kościeliską do Zakopanego...

A potem - w trakcie kolacji - atrakcja w postaci niedźwiedzia "pasącego się" na łące obok ornaczańskiego schroniska. Bardzo ciekawy widok, z czasem coraz bardziej żałosny: kiedy ku zwierzakowi wybiegło pół schroniska i zaczęły błyskać flesze...

Następnego dnia, a był to piątek trzynastego (sic!) wybrałem się przez Iwaniacką Przełęcz w kierunku Doliny Chochołowskiej i dalej na Grzesia. Jak zawsze dla mnie męczące podejście na przełęcz. To tylko nieco ponad 300 metrów do góry, ale idąc sam zawsze na początku wędrówki narzucam szybkie tempo, by po pierwszym kryzysie organizm pracował już na normalnych obrotach. Na lewo szlak wiodący przez Ornak na Starorobociański Wierch - pierwszą wysoką górę na którą udało mi się wejść.

Po zejściu do Doliny Chochołowskiej kolejne podejście - tym razem na Grzesia. Udało mi się wyprzedzić trzech chłopaków i dogonić dziewczynę - jak się potem okazało idących razem. Rozmowa z Moniką trwała aż do szczytu. Tu po krótkim odpoczynku rozstaliśmy się. Ja powędrowałem dalej - w kierunku Wołowca, ona czekała na resztę - czyli Krzyśka, Maćka i Tomka. Spotkaliśmy się jednak znów, Monika dogoniła mnie jeszcze przed Wołowcem. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie nas wszystkich oraz pewnego starszego pana, któremu formy mogłoby pozazdrościć wielu młodych ludzi !

Wędrując dalej - już razem, w grupie 5 osób - przez Łopatę i Niską Przełęcz w kierunku Jarząbczego Wierchu byłem pewien że do schroniska dotrzemy pod wieczór. Rzut oka na mapę i pobieżna lektura przewodnika nie pozostawiała złudzeń. Ale Monika wiedziała swoja - uparła się wrócić przed zmierzchem do miejsca skąd mogliby wszyscy "złapać" busika do Olczy, gdzie się zatrzymali.

Tatry Zachodnie - Niska Przelecz W okolicy Łopaty z daleka doszły nas niepokojące pomruki burzy, wiatr przywiał chmury - jak się potem okazało niegroźne. Między Niską Przełęczą a Jarząbczym Wierchem przycupnęliśmy w załamaniach skał chroniąc się przed deszczem i gradem (oto co widzieliśmy - na zdjęciu). Gdyby wtedy zastała nas burza na grani ? Uszami wyobraźni słyszałem potworną kanonadę gromów uderzających w skały wokół nas, przeczuwałem diametralną zmianę warunków: mokrą i śliską skałę, gwałtowne ochłodzenie...

Mieliśmy jednak szczęście. Deszcz nie zdążył zmoczyć skał, ochłodzenie nie było dotkliwe. Przed Kończystym Wierchem chwila zastanowienia - Monika powoli weryfikowała ambitne plany - już wiedziała że przed zmrokiem nie wyjdą z tatrzańskich dolin i co za tym idzie nie dojadą do Olczy. Sugerowałem drogę przez Starorobociański i Ornak na Halę Ornak - do schroniska.

Na podejściu ku Starorobociańskiemu pierwsze kryzysy - długa droga i niepewność powoli dawały się we znaki. Dojadanie resztek czekolady, smakowanie ostatnich łyków wody. Podobnie przy przejściu przez Ornak...

Wreszcie okropne zejście z tej góry: "schodami" pośród kosówki. Tutaj ja odstawałem od reszty... Dopiero później dowiedziałem się że w trakcie tego schodzenia Krzysiek uległ kontuzji kolana...

Poniżej Przełęczy Iwaniackiej wreszcie woda, po którą wybrał się Maciek... Czy muszę pisać jak smakuje woda po takim wysiłku ?

W schronisku byliśmy trochę po 21:00. Ciepła kolacja była wyborna... Zabiegi Moniki by dla siebie i Tomka załatwić nocleg (Krzysiek i Maciek "przewaletowali" w mojej "dwójce"), telefon do Olczy że nie wrócą na noc. Pamiętam wieczorne rozmowy i wyłączenie prądu akurat wtedy, gdy zaczynałem brać prysznic :-(
Na szczęście miałem ze sobą latarkę :-)





Nie mozna cofnac ! Spis tresci Nastepny


[Poprzedni] [Spis treści] [Następny]